ewa chodakowska

ikaaaaaa i jej metamorfoza :)

W poprzednich wpisach opowiedziałam Wam swoją historię, jak i przygodę o wygranym konkursie metamorfozy u Ewy Chodakowskiej… Jednak nie udostępniłam tu jeszcze zdjęć, które robiłam sobie co miesiąc (na tym polegał konkurs; teraz robię to dalej – dla siebie …i na dzień dzisiejszy nie zamierzam przestać :) )

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam zdjęcia z mojego archiwum. Przedstawiają one to, jak zmieniało się moje ciało -począwszy od maja tego roku, kończąc na październiku smile Nigdy bym się na to nie zdobyła, gdyby nie myśl, że być może pomogą one innej osobie w walce o samą – lepszą – siebie :) Zmotywują do działania… Bo jak widać chcieć to móc :)

Wymiary:
waga: 60kg / 57kg / 56kg / 55kg / 54kg / 53,5kg
biust: 96cm / 91,5cm / 91cm / 90cm / 89cm / 90cm
talia: 74cm / 71cm / 68,5cm / 68cm / 68,5cm / 68cm
biodra: 94cm / 91,5cm / 90cm / 90cm / 90cm / 90cm
udo: 54cm / 52,5cm / 52,5cm / 52,5cm / 52,5cm / 52,5cm

Co robię?

  1. skalpel (1. płyta Ewy ukazana w SHAPE),
  2. killer (2. płyta Ewy ukazana w SHAPE),
  3. turbo (3. płyta Ewy ukazana w SHAPE),
  4. Tiffany Rothe (YT),
  5. bieg,
  6. rower,
  7. basen,
  8. sauna,
  9. od czasu do czasu trening na macie :)

Po prostu staram się robić wszystko, aby aktywnie spędzać wolny czas :) Nie mam ciśnienia, by ćwiczyć codziennie. Mam ochotę – ćwiczę. Nie mam ochoty – nie ćwiczę. Jednak staram się, aby to były niemniej niż cztery treningi w tygodniu.

 

Co jem? …Hmmm, chyba będzie lepiej jak napiszę czego nie jem :)

  1. chleb – przede wszystkim! (zastępuję wasą, jak już wcześniej wspominałam :) ),
  2. masło – zero (ewentualnie margaryna – aby tylko załatać dziurki :) ),
  3. fast food (na początku zero, teraz pozwalam sobie raz na jakiś czas :D ),
  4. chipsy – definitywnie koniec,
  5. ziemniory – ewentualnie dwa do obiadu,
  6. majonezy, sosy itp. – tylko podczas grzeszków z fast foodami,
  7. żółty ser – to samo co z sosami,
  8. ciasta, słodycze – ograniczam do minimum, walczę z tym – to moja największa słabość :P
  9. kawa – kiedyś piłam kilka, teraz – jedną dziennie :)
  10. herbata – kiedy mi zimno, albo nie mam ochoty na kawę,
  11. cukru nie odmawiam, chyba nigdy się nie oduczę. Dla mnie herba i kawka musi smakować i koniec kropka :D
  12. napoje gazowane, soki itp. – staram się unikać i pić wodę. Niekoniecznie niegazowaną, bo jej nie lubię ;/ Ale zawsze lepsza gazowana woda, niż chemia w oranżadach czy sokach :)

Jem duuużo mięcha, bo w nim siła i energia :D Jaja, twaróg, warzywa, owoce, orzechy, jogurty, płatki, błonnik, zupki babuni :) Na tę chwilę nie jestem w stanie napisać wszystkiego. Wiadomo też, że każdy organizm jest inny inaczej reaguje. Najważniejsze to zrezygnować ze śmieci, a postawić na własne zdrowie i lepsze samopoczucie :) A co za tym idzie – piękniejsze ciało :D

Życie nauczyło mnie wybierać to co dobre wtedy, kiedy musiałam. Miałam motywację – trenując, zrzucając wagę na zawody. Można by pomyśleć, że twarda kobieta. Jednak kiedy nie trzeba było „robić wagi” – miałam słabość do jedzenia i zawsze jadłam wszystko, na co miałam ochotę. Bez względu na konsekwencje. To mnie gubiło i zawsze tłumaczyłam sobie, że niedługo przestanę.

Teraz wszystko się zmieniło i jest mi z tym cudownie. Marzę o tym, aby i Wam pomogło i głęboko w to wierzę :) :*

autor: IKA

Buty od ForPro :)

Wczoraj wieczorem przyszły do mnie obiecane butki, które były jedną z nagród wygranego konkursu metamorfozy.

Oto i one :)

Normalnie nie byłoby mnie stać na zakup takiego obuwia, dlatego tym bardziej się z nich cieszę :)

Czas je wypróbować :D

autor: IKA

Odebranie nagród za wygrany konkurs metamorfozy u Ewy Chodakowskiej

Chciałabym się z Wami podzielić wrażeniami z  dnia, kiedy odebrałam nagrody za wygrany konkurs metamorfozy u Ewy Chodakowskiej :)

W czwartek (27.09.12’) po południu wyjechałam z domu i naszymi cudownymi kolejami zmierzałam w kierunku Wa-wy :D

 

Nocowałam  u Darii (mojej sis) chłopaka – Rafała, w Teresinie pod Wa-wą. Spędziliśmy wesoły wieczór, co by rozluźnić moje napięcie :D

Następnego dnia o 5:00 rano postawiłam ich na nogi :)

O godz. 9:00 byliśmy już pod SPA Hair & Beauty Salon.

Cała w emocjach przedstawiłam się i powiedziałam o co chodzi. Personel bardzo pozytywnie zareagował i od razu się mną zajął :) Ze względu na to, że byłam bardzo podenerwowana całą sytuacją, zrobiłam tylko kilka zdjęć (w dodatku telefonem) ale zawsze coś :)

Najpierw kazano mi się przebrać i poczekać na panią masażystkę.

Baaardzo sympatyczna Pani, która zaprosiła mnie do gabinetu  - oznajmiła mi, że dzisiaj będę rozpieszczana :D Powiedziała dokładnie co będzie mi robić i zabrała się do pracy :D Rzeczywiście, nigdy wcześniej nie czułam się tak błogo :D

Najpierw peeling całego ciała, którego zapach sama mogłam wybrać, potem masaż (również całego ciała) pachnącymi olejkami… Wszystko trwało… Nie wiem ile, tak mi było dobrze :D

Po tych zabiegach musiałam chwilkę poczekać. W tym czasie napiłam się gorącej zielonej herbatki (dostałam nawet ręcznik pod stopy, co bym nie zmarzła ;] ) i porozmawiałam chwilę z właścicielką SPA,  która przyjaźnie mnie przywitała, gratulując takiej przemiany :)

Następnie zrobiono mi masaż twarzy… Dokładnie był to masaż japoński, który polega na naprzemiennym masowaniu i uciskaniu specjalnych punktów twarzy (ponoć ulubiony zabieg Ewy). Ja sama gorąco go polecam! Co prawda zaraz po nim twarz była nieco napuchnięta, ale przeżyć taki masaż – naprawdę warto :)

Potem  mogłam już się ubrać i zejść na dół, by zajęto się moimi włosami.

Przeprowadzono mi badania stanu skóry głowy i włosów. Była to Pani z firmy NIOXIN. O dziwo okazało się, że są bardzo zdrowe (łącznie z końcówkami)! Wszystko widziałam na ekranie i byłam w ciężkim szoku! Przynajmniej wiem na 100%, że mój fryzjer jest naprawdę dobry :D

Pani Joanna i Pan obserwujący badanie, byli wręcz zachwyceni moimi włosami. Począwszy od cięcia, po znakomicie dobrany kolor (tak, chwalę się :D )

Nie było pytania, na które by nie odpowiedzieli. I tak dowiedziałam się niby banalnych rzeczy, ale o których nie wiedziałam:

  • że wypadające włosy to też te, które się łamią przez wiązanie, prostowanie itp.,
  • że naprawdę należy myć włosy dwa razy, ponieważ pierwsze mycie jest takie powierzchowne, a dopiero drugie całkowicie oczyszcza włos i że to nie jest tylko po to, by częściej kupować szampony i ciągnąć od ludzi pieniądze :)
  • że specjalne „przetłuszczanie” włosów, bądź nie mycie ich często, „Bo będą mi się szybciej przetłuszczać” , „Bo będą bardziej zniszczone” itp. –  jest mitem. Włosy powinny być myte tak często, jak tego potrzebują. Najlepiej szamponem, który nie obciąża ich żadnymi jedwabiami, tylko jak najbardziej oczyszcza. Można to łatwo sprawdzić – przejeżdżając palcami po włosach zaraz po umyciu. Nie powinno być to „gładkie” przeciągnięcie, a  jakby „szorstkie”, z zahamowaniami,
  • dopiero odżywka / maska ma za zadanie dobrze nawilżyć i odżywić włosy i po właściwym szamponie o wiele lepiej się wchłania,
  • maska powinna być stosowana raz w tygodniu.

Następnie dobrano mi odpowiednie kosmetyki firmy NIOXIN i kolejno zrobiono:

  • dermabrazję,
  • 3 kroki NIOXIN: szampon oczyszczający + odżywka + kuracja
  • Maska Deep Repair.

W trakcie wszystkiego przyjechała Olivia Konicka Photography i robiła mi zdjęcia…

Potem zajęła się mną dziewczyna, która umodelowała mi włosy, a na koniec zrobiono mi już na odczepkę (bo tego nie było w planie :D ) makijaż, w którym kompletnie się nie czułam, ale na potrzeby sesji – jakoś przeżyłam :)

Olivia, dzięki której trochę się odstresowałam i której bardzo za wszystko dziękuję – fantastycznie się mną zajęła (łącznie z kupieniem śniadania, bo nie zdążyłam nic zjeść!) i zabrała na sesję zdjęciową :) …Nigdy nie miałam styczności z taką profesjonalną sesją i dlatego bardzo się denerwowałam. Nie wiedziałam nawet, że muszę mieć ze sobą swoje ciuchy. Nikt mi tego nie powiedział, więc tak jak przyjechałam ubrana – byłam na sesji… Szkoda, bo fajnie by było uwiecznić na zdjęciach to, nad czym pracowałam… A byłam taka „codzienna”…

Z  natury jestem nieśmiała i nie potrafię pozować do zdjęć, ale Olivia robiła wszystko, żebym się choć trochę wyluzowała i mam nadzieję, że wyszło choć parę zdjęć. Na razie mam tylko zajawkę:

Robiłyśmy też zdjęcia na moście, gdzie co roku odbywa się Barbórka :)  Zdjęcie z telefonu :P

Mam nadzieję, że niedługo będę mogła podzielić się z Wami resztą zdjęć :)

Po sesji przyjechała Ewa, która wyściskała mnie mocno i zaproponowała wspólny trening. Ja wniebowzięta oczywiście się zgodziłam :) I zapytała czy jeśli mam możliwość – to czy zgadzam się na występ w „Pytaniu na śniadanie” w TVP :) Miałam wątpliwości, ale po konsultacji z Darią i Olgą – zgodziłam się :)

Ewa zabrała mnie na trening, po którym ledwie żywa poprosiłam jedną z dziewczyn o pomoc w dojechaniu na dworzec. Z tego wszystkiego nie zrobiłam sobie nawet z dziewczynami żadnego zdjęcia po treningu ;/ Wsiadłam w tramwaj, potem w pociąg, przed północą byłam z powrotem w Teresinie, a nazajutrz znów o 5:00 pobudka i o 7:30 z powrotem w Wa-wie w PNŚ :P

Tu zdjęcie z Karoliną, która przeszła ogromną metamorfozę u boku Ewy. Jestem pełna podziwu i szczerze kibicuję, aby w tym trwała zawsze :)

Na wszystko trzeba było czekać kilka godzin, a sam występ na dachu trwał zaledwie parę minut, ale warto było przeżyć taką przygodę :)

A tu coś specjalnie dla moich wizażanek :)

Ewa się mnie pytała czy może opublikować moje zdjęcia w PNŚ, wśród innych metamorfoz … Zobaczymy jak będzie :)

Czekam też na upragnione buty do ćwiczeń od Sklepu ForPro, które też są jedną z nagród ;]

Chcę, abyście wiedziały, że  nie piszę tego wszystkiego po to, by się chwalić… Po prostu jestem szczęśliwa, że mi udało się osiągnąć taki efekt, a przy okazji wygrać konkurs. Chcę się tym wszystkim z Wami dzielić, abyście wierzyły, że to co robimy – prędzej czy później przyniesie efekty :)

W moim przypadku trwało to trzy miesiące, w każdym innym może trwać pięć, dziewięć, dwanaście, a nawet i więcej…  Niezależnie od czasu, liczy się to, że chcemy coś w sobie zmienić. Lepiej się czuć. Ja nie ćwiczyłam dla nikogo, z wyjątkiem siebie. Chciałam znów poczuć się dobrze w swoim ciele. Poniekąd już to uczucie zaspokoiłam i mam nadzieję, że to będzie trwało i wzrastało :) Teraz chcę pomóc innym, aby doświadczyli tego co ja :)

…Silna wola, wola walki – zawsze przyniesie efekty :)

A tu filmik z szok treningu na dachu Pytania na śniadanie :) :


http://www.tvp.pl/styl-zycia/magazyny-sniadaniowe/pytanie-na-sniadanie/wideo/szok-trening-z-ewa-chodakowska/8650829

autor: IKA

Szczęściu trzeba pomóc…

Prawie każda z nas ma za sobą epizod w stylu: nieudana dieta, efekt  jo-jo… Boryka się z brakiem motywacji, chęcią powrotu do dawnej siebie… Chce raz na zawsze pozbyć się zbędnego tłuszczu –  zamieniając go w pięknie urzeźbione ciało, albo po prostu ćwicząc – ładnie je ujędrnić…. Podobnie było ze mną.
Wszystko zaczęło się od tego, że przestałam trenować i strasznie się zaniedbałam. Styl życia zmienił się o 180 stopni, przy czym nawyki żywieniowe pozostały te same. Co za tym szło -  przy wzroście 155 cm w kapeluszu i moimi tendencjami do tycia – nagle ważyłam ponad 60 kg… I kto by pomyślał? Przecież jeszcze niespełna 2 lata temu trenowałam zawodowo zapasy, reprezentując nasz kraj w kategorii wagowej do 51 kg (!) Niestety z wielu względów zakończyłam „karierę” i zaczęłam poszukiwać pracy. Dostałam staż, który polegał na pracy siedzącej i masz babo placek – niegdyś wysportowane, świetnie wyglądające ciało – powoli zaczęło zmieniać się w toporny klocuszek.

I tu pojawiła się Ewa Chodakowska. Przez przypadek trafiłam na jej funpage na fb i z ciekawością go obserwowałam… Pewnego pięknego dnia Ewa (jak zawsze motywującymi postami :D ) ogłosiła konkurs metamorfozy. I to był właśnie ten dzień, kiedy powiedziałam sobie „DOŚĆ!” Postanowiłam wziąć się za siebie, ale nie tak jak za każdym razem, kiedy wszystko kończyło się klęską. Ten konkurs był moim napędem. Równo co miesiąc robienie sobie zdjęć i mierzenie się motywowało jak nic innego! Nie wspomnę o moich wizażankach, bez których byłoby mi o wiele trudniej! :) Nie myśląc o konkursie, robiłam wszystko co w mojej mocy, by powrócić do upragnionej siebie – dla siebie! :)

Co więcej – jest o niebo lepiej niż to sobie wyobrażałam! :) Trenując – moje mięśnie były masywniejsze, a tkanka tłuszczowa grubsza. To normalne przy codziennym treningu specjalistycznym i większym zapotrzebowaniu na energię (przeliczaną przecież w kcal :) ) Zawsze marzyłam o bardziej kobiecej sylwetce. Teraz powoli udaje mi się to osiągnąć i z dnia na dzień czuję się coraz piękniejsza :)
Wiadomo, że są dni słabości. Wtedy nie tylko nie ma chęci na jakikolwiek trening. Co gorsza – wzrasta chęć na zjedzenie czegoś meeega kalorycznego. Tak  naprawdę nie dającego nam nic więcej, jak samą przyjemność z jedzenia oraz śmieci w żołądku i odkładający się tłuszczyk. Jeśli chodzi o mnie – było wiele takich dni i dalej takie się pojawiają. To chyba normalne, jesteśmy tylko ludźmi. I to jest właśnie moment, w którym większość z nas się poddaje -  twierdząc, że kolejny raz nie wyszło i tłumacząc się sama przed sobą  „Dobra, nic się nie stało, kiedyś mi się uda.”, albo „Ale jestem słaba, nigdy nie dam rady ;/ ” …Ale w takich sytuacjach nie pozostaje nam nic innego, jak zatrzymać się na chwilę i się zastanowić:
- ulec tym słabościom i pozostać w nich, kolejny raz przegrywając z własną sobą i brnąć w to dalej (a im dalej – tym ciężej),
- podnieść się i mieć jeszcze większą motywację do ćwiczeń, a przy tym – jaką satysfakcję :) Powiedzieć sobie „Ok, troszkę poszalałam. W końcu zasłużyłam sobie swoją ciężką pracą na odrobinę zapomnienia. A teraz czas by to spalić :)”
I tą drogę zawsze wybieram, choćby nie wiadomo jak było źle, bo:
„Nieważne ile razy upadamy. Ważne, ile razy się podniesiemy i pójdziemy dalej”
Od kiedy pamiętam – ten cytat obecny był w moim życiu „na macie” i poza nią. Zawsze kiedy mi źle, nie mam siły na nic – on motywuje mnie do działania… Mam nadzieję, że i Wam pomoże Uśmiech
Wracając do Konkursu Ewy – oczywiście dumna z siebie – wysłałam jej swoje zdjęcia :) Nie sądząc, że wgl zgłosi mnie do konkursu, po paru dniach – przecierając oczy ze zdziwienia – czytałam post z moimi zdjęciami pod spodem  Nie wierzyłam. Nie angażując się w żadne komentarze (wstydząc się tego jak wyglądało moje ciało jeszcze parę miesięcy temu), codziennie wchodziłam, by sprawdzić rezultaty głosowania i o dziwo pod moim zdjęciem było co raz więcej „lajków”.
Żeby tego było mało – w międzyczasie siostra poprosiła mnie o pomoc w przygotowaniach do Mistrzostw Polski Seniorek. Przy okazji namawiała mnie, abym wzięła w nich udział. Kiedy jej myśl „sprzedałam” innym bliskim –  nie miałam już spokoju… Tylko mętlik w głowie. Co prawda byłam w treningu, ale nie takim! Miałam technikę, bo tego się nie zapomina. Szybkość, bo przecież zrzuciłam zbędny balast… Ale gdzie siła? Wytrzymałość? Zdrowie? Nie chciałam po takiej przerwie wrócić na matę i przewrócić się o własne nogi. No, ale chcąc nie chcąc – mój trener zgłosił mnie na zawody i dzień przed – postanowiłam wziąć w nich udział.
(W ten sam wieczór dowiedziałam się, że wygrałam konkurs u Ewy! )
I wiecie co? Udało się zdobyć brązowy medal! Przegrałam tylko z przeciwniczką, z którą nigdy nie udało mi się wygrać nawet będąc w treningu. Co więcej – walczyłam nie tylko z przeciwniczkami, ale też z samą sobą… To były najcięższe zawody w moim życiu, można by rzec – zawody życia!
…Zwieńczenie mojej kariery, o którym nawet nie śniłam. Dziękuje Bogu za to, że pozwolił mi to przeżyć i że tak się wszystko potoczyło. Zawsze śmiałam się z takiego podejścia, ale teraz sama wiem, że niemożliwe staje się możliwe, wystarczy tylko chcieć .

Z pełną satysfakcją i spełnieniem mogłam zdjąć buty na macie, teraz powiesić je na przysłowiowy kołek i tym akcentem odejść od zapasów… Na razie tylko jako zawodnik, bo kto wie – może kiedyś założę swój klub :D :P

autor: IKA